poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 3

-Neymar?! Co znowu?!- wydarłam się na owe ciało.- Podsłuchiwałeś?
-Nie no, akurat przechodziłem!- próbował się bronić Junior, ale wiedziałam, że kłamie.
-Tak, a piłka do baseballa myje sobie zęby grabiami tańczącymi polkę.
-Co?!- zdziwił się piłkarz.
-Nie, nic. Ja już frunę! Żegnam pana, panie da Silva!
Podeszłam do windy i nacisnęłam przycisk wzywający pojazd jeżdżący w górę i w dół. Po chwili drzwi się otworzyły i ze środka wypadła pijana kobieta.
-Neymaaaar! Neymaa da Silva Santoo Juniooor!!!- wykrzyczała.

Usunęłam się jej z drogi, a gdy przebiegła obok mnie weszłam spokojnie do windy. Nim się obejrzałam, siedziałam już w pokoju trzymając telefon w rękach z zamiarem zadzwonienia do Leo. Ten mnie jednak uprzedził. Wybierając numer, usłyszałam początek piosenki Whiskey In The Jar- dzwonek przypisany do Messiego. Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożył telefon do ucha.
- Halo?
- Cześć, Ines!- Usłyszałam głos w słuchawce.
- Heej! Co tam?
- Masz na myśli twoją rodzinkę czy mnie?
- Po pierwsze, już nie moją, a po drugie- ciebie.
- Już słyszałaś? Hmm... A wracając do mnie. Anto już nie może się doczekać żeby cię zobaczyć.
- Pozdrów ją. I wyściskaj ode mnie. Tylko nie za mocno, żebyś małego nie uszkodził! Dobra, ja na razie kończę, bo ktoś mi się do drzwi dobija. Do zobaczenia!
Tak naprawdę to nikt nie stał pod moim pokojem, ale chciałam chwili spokoju. Odkładając telefon na szafkę usłyszałam jednak jakieś szepty pod drzwiami:
- Kurwa, idioto! Nie miażdż mnie tym grubym cielskiem!
- Ja jestem gruby? Chyba ty, grubasie jeden!
Byłam prawie pewna, że to Ivan z Gerardem. Zastanawiając się w jaki sposób Geri tak szybko uciekł od Shakiry, podeszłam do drzwi i nagle je otworzyłam.
- Ja tu próbuję coś us... O, cześć, Ines!
Skwitowałam wypowiedź Ivana lekkim uśmiechem i zaprosiłam go do środka. Oczywiście miałam rację, za Ivanem wszedł Pique z niewinnym uśmieszkiem.
- Rozsiądźcie się- powiedziałam.
- Nie mamy czasu...- zaczął Rakitić.
- Bo za godzinę zaczyna się...- urwał Geff.
- Impreza!- wykrzyknęli obaj.
- No i masz przyjść- rzekł Ivan.
- To my spadamy- tym razem wypowiedział się obrońca.
- Do zobaczenia!- pożegnali się razem i wyszli.
Uśmiechnęłam się do zamkniętych drzwi i podeszłam do szafy. Jak zwykle nie wiedziałam w co się ubrać, więc usiadłam przed nią na podłodze. W końcu zdecydowałam się na miętową sukienkę do połowy uda, czarne szpilki i czarną kopertówkę. Zrobiłam mocny makijaż, a pięć po ósmej byłam już w holu hotelu. Zobaczyłam Neymara, Gerarda i Andresa przy stoliku, a zatem podeszłam do nich.
- ...i kurde, wrzeszczała: "Jestem Klaudia Tomaszewska i kocham cię, Neymar!". Ja już, kurwa, mam dość. Gdzie bym, kurwa mać, nie pojechał to wszędzie chce mnie jakaś pierdolona Neymarzete przelecieć!- użalał się da Silva.
- To ta co wyleciała z windy?- wtrąciłam się.
- Tak. Widziałaś ją? I mi nie powiedziałaś?- oburzył się Ney.
- Ciekawe jak, skoro podsłuchiwałeś Pique!
- On mnie podsłuchiwał?- zapytał zdenerwowany Geff.- Zajebię gnoja!
- Ej, spokojnie, dziewczęta- wtrącił się Alexis, który pojawił się niewiadomo skąd.- Idziemy na imprezę!
- No właśnie! Idziemy!- poparłam go.
- Panna się ze mną zgadza? Toż to cud!- zdziwił się Chilijczyk i zaoferował mi ramię. Chwilę się zastanowiłam, ale je chwyciłam. Raz się żyje. Razem wyszliśmy z hotelu, słuchając odgłosów kłótni Neymara i Gerarda.
**********
Uzależniłam się od TEGO filmiku <3
Wiem, że i ten, i poprzedni rozdział są słabe, ale cóż...

EDIT: sukienka i "TEGO" są olinkowanie, tak jakby co :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz