środa, 2 września 2015

Rozdział 2

-Neymar? Co ty, do jasnej cholery, tu robisz?
Na wspomnianego wyżej przedstawiciela gatunku debil brazylijski wpadłam wychodząc ze swojego pokoju w hotelu. Miałam zamiar pójść do Gerarda, ale Ney oczywiście mi przeszkodził.
-Idę sobie- odpowiedział piłkarz. -A ty to chyba powinnaś być na swoim ślubie, o ile się nie mylę- dodał, robiąc głupkowatą minę.
-Może i powinnam, mała różnica. Obecnie się spieszę, więc nie mam czasu na pogawędki. Żegnam, panie da Silva!

Odwróciłam się i poszłam w swoją stronę. Neymar jest miły, ale czasem mnie denerwuje tą swoją głupotą.
Podeszłam do windy i nacisnęłam przycisk. Po chwili drzwi się otworzyły, a ja weszłam do środka. Stał tam Andres, który rozmawiał z Alexisem. Ten pierwszy uśmiechnął się do mnie i machnął głową (to nie było zwykłe kiwnięcie głową). Alex za to zerknął przez ramię, a widząc, że to ja wchodzę szybko odwrócił głowę. Udawałam, że go nie widzę, ale na następnym piętrze Dres wysiadł i zostałam sam na sam z Alexisem.
-No i co, teraz to mnie już nie znasz?- zapytałam z wyrzutem.
-Ymm, Ines, ja...
-Nic nie mów, i tak już wychodzę. - To nie było piętro Geffa, ale nie chciałam tego słuchać.
-Ines. Ja... Kocham cię.- Mówiąc to złapał mnie za rękę, nie pozwalając mi wyjść.
-Nie no, kurwa, teraz mi miłość w windzie wyznajesz, pedofilu?
-Jedynym filem jakim jestem jest inesofil, kotku- powiedział i zaserwował jednym ze swoich firmowych uśmiechów. Cóż, na mnie tenisiści nie działają.
-Aj, weź się odpieprz!- Wyrwałam rękę z uścisku i wyszłam z windy. Dopiero gdy drzwi się zamknęły pozwoliłam sobie na zrzucenie maski. Oparłam głowę o ścianę i rozkoszowałam się jej przyjemnym chłodem. Miałam ochotę tłuc Alexisem w tą ścianę, ale nie chciałam jej uszkodzić, była zbyt fajna. Sanchez mnie wkurzył, i to bardzo. Po tej rozmowie zdałam sobie sprawę z tego, że wcale nie okłamałam Leo. Moje uczucia do Alexisa umarły wraz ze śmiercią ukochanej rybki Xaviego, Ysila. Teraz tylko pozostało spuścić je w WC. W tym celu udałam się w końcu do pokoju numer 386, który dzielili Geri, Shakira, Milanek i Sasha. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Geff i zapytał:
-Czego dusza pragnie?
-Tłuc Alexisem po ścianie a później spuścić jego zmasakrowane ciało w kiblu- odparłam.
Gerard roześmiał się i zaprosił mnie do środka. Miał włączony telewizor, akurat leciały wiadomości. Usiadłam na sofie i zaczęłam oglądać. Na początku nic ciekawego: jacyś celebryci robiący sobie operacje plastyczne, jacyś celebryci biorący ślub, jacyś celebryci biorący rozwód, ale później zaczęli mówić o moim niedoszłym ślubie. Prawie-mój-mąż opowiadał jak to rzekomo się kochaliśmy. Nagle pokazali moich rodziców. Na ich słowa zaczęłam płakać. Powiedzieli, że wyrzekają się mnie, ja już nie jestem ich córką, a Adamé jest ich jedynym dzieckiem. Adamé był moim starszym bratem, dokładniej to dzieckiem ojca z innego związku. Nigdy nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze, to Leo był moim bratem.
Poczułam ciężkie ramię Piqué na plecach i przytuliłam się do obrońcy. Nagle usłyszałam otwieranie drzwi i krzyk Alexisa:
-Geff, debilu, przyszedłem!!! Oj, przepraszam, chyba nie w porę-dodał.- Widzę, że romans kwitnie!
-Sanchez, proszę cię, nie teraz- rzekł poważnym i stanowczym tonem Geri. Nie zdarzało mu się często być poważnym, więc Sanchez tylko coś wymamrotał i wykonał odwrót taktyczny.
-Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!- zaklęłam.
-Ej, weź mnie nie przezywaj!- oburzył się Geff.- Czy ja wyglądam na kobietę?
-Zależy z której strony. Pożycz sobie tylko od Shaki włosy i nikt cię nie pozna- zaśmiałam się.
-Przegięłaś. Teraz to już przegięłaś- powiedział i zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się wniebogłosy, gdy nagle Gerr usiadł i położył sobie palec na ustach.
-Ćśś, Sasha śpi w drugim pokoju- wyszeptał.
Roześmiałam się znowu. Zobaczyłam, że Pique sięga za plecy, a zaraz potem poczułam jedwabną poduszkę na twarzy.
-Bądź cicho. Nie chcę słuchać krzyków Sashy i Shakiry. Już od tego mnie głowa boli- poskarżył się obrońca. Nie widziałam jego twarzy, ale byłam pewna, że zrobił minę niewiniątka.
-Co o mnie mówicie? Geri, kochanie, czemu dusisz Ines?!
W tym momencie Geff zdjął mi z twarzy poduszkę i zobaczyłam Shakirę i przerażoną minę Gerarda.
-Ależ skarbie, ja nic nie robię!- próbował się bronić Geruś.
Widząc minę Kolumbijki, doszłam do wniosku, że Pique nie ominie ból głowy. Wyślizgnęłam się z pokoju i wpadłam w jakieś ciało.

~&~

Ten Neymar to dla Nejmara.
Miało go nie być, ale dziękuj mi Tomaszewski. Jak będziesz grzeczny to może jeszcze gdzieś dorzucę pijaną Neymarzete.

4 komentarze: